sobota, 22 marca 2014

2: Już niedługo zobaczysz się z mamusią

- Antonella? - zaczął niepewnie, przyglądając się brunetce.
- Tak. - uśmiechnęła się przez łzy zbierające się w jej oczach - Nie sądziłam, że cię jeszcze kiedyś spotkam - wytarła kąciki oczu.
- Ja tym bardziej - uśmiechnął się, przypominając sobie dzieciństwo. Wpatrując się w jej oczy, widział to samo co kilkanaście lat temu. Często przyłapywała go wówczas na tym, jak się jej przyglądał i za każdym razem obdarzała go uśmiechem. Tym samym uśmiechem, który widział teraz, kilkadziesiąt centymetrów obok niego. Cieszył się nim równie mocno jak wtedy, gdy był w niej zakochany. Niejednokrotnie przypominał sobie jej osobę, odkąd przyjechał do Barcelony. Nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie widział piękniejszej od niej kobiety. W żadnej się nie zakochał i czuł się z tym gorzej z dnia na dzień. Miał 26 lat, był najlepszym piłkarzem na świecie i kochały go miliony. Myśl o tym, że za cztery lata skończy 30 lat, a jego życie to tylko piłka i imprezy, przerażała go. Każdego dnia budził się z nadzieją, że pojawi się inna kobieta niż prostytutka. Taka, którą pokocha z wzajemnością.
- Co robisz w Barcelonie? - zapytał.
Antonella nie odpowiadała. Pochyliła głowę i wpatrując się w podłogę, pozwoliła swobodnie spłynąć łzom. Wciąż trzęsły jej się ręce po tym, jak zaatakował ją klient. Gdy patrzyła na Leo, zastanawiała się, dlaczego nie może mieć w życiu łatwo, jak inni. Dlaczegoż po tragedii jaką ją spotkała, los nie może się odwrócić. Jedyne czego chciała, to wrócić do domu i położyć się obok Sergiego.
- Już w porządku. Nic ci nie zrobił i nie zrobi, dopilnuję tego. - przekonywał, odsuwając krzesło od stolika - Usiądź.
- Nie o to chodzi - wytarła łzy i popatrzyła na krzesło - Nie mogę, jestem w pracy. - uśmiechnęła się bezsilnie i odeszła - Do zobaczenia - powiedziała idąc w stronę baru.
Leo zrobił głośny wydech i przeczesał włosy, obserwując zgrabną sylwetkę Argentynki. Stanęła przy barze i patrzyła na niego przez moment, po czym wyszła na zaplecze.

***

Messi spędzał w Rubi Barze każdy możliwy wieczór już od przeszło tygodnia. Zachowanie jego koleżanki na tyle go zaintrygowało, że poznał jej grafik, by cokolwiek się dowiedzieć. Pracowała od 16 do 1 nad ranem, a on przez ten czas siedział w loży w kącie i obserwował każdy jej ruch, marząc o rozmowie z nią. Zachwycał się jej pięknem równie intensywnie jak w Rosario. Tam był nieśmiałym chłopcem, tutaj, w Barcelonie jest dojrzałym mężczyzną, który niczego się nie boi. Zmienił się dzięki Ronaldinho. Kiedy grał w Dumie Katalonii, Brazylijczyk był najlepszym przyjacielem La Pulgi. Miał imprezowy styl życia, czym szybko zaraził Lionela. To zupełnie odmieniło Argentyńczyka, który nigdy później nie poznał smaku wstydliwości. Aż do momentu, w którym znów spotkał swoją pierwszą miłość. Bał się z nią porozmawiać, przez to jak na niego działała. Przez to, jak jej ruchy ożywiały jego zmysły, a jej oczy sprawiały, że czuł się kim zupełnie innym. Ale na to miało wpływ również to, że była w stosunku niego obojętna. Traktowała go jak zwykłego klienta, nie zważając na ich relacje. Antonella przez chwilę myślała, że uwolniła się od przeszłości. Nic bardziej mylnego. Nie potrafiła myśleć o niczym innym niż swojej zmarłej rodzinie.

***

W sobotę FC Barcelona rozgrywała ligowe spotkanie z Valencią, na Camp Nou, przez co w barze było pusto. Na rzutniku wyświetlano spotkanie, a więc Antonella, korzystając z wolnej chwili w pracy, usiadła na przeciwko ekranu i obserwowała mecz. W 12' minucie padł pierwszy gol, którego autorem był Messi. Antonella szeroko uśmiechnęła się, gdy piłka wpadła do bramki. Leo celebrując bramkę, pobiegł do narożnika unosząc ręce w stronę nieba. Tradycyjna cieszynka, gdyby nie to, że nawet o minimetr nie uniósł kącików ust. Koledzy z drużyny przytulali go, jednak on nie wyrażał żadnych uczuć. Gole padały w 29', 40', 52' i 82' minucie. Messi ustrzelił hat-tricka, a kolejne gole zdobyli Neymar i Xavi. Roccuzzo nie mogła oglądać spotkania na bieżąco, obserwowała mecz tylko gdy usłyszała euforię komentatora. Po meczu w barze zrobiło się bardzo ciasno i miała dużo pracy. Nie zauważyła, gdy do lokalu wszedł Leo, mimo że oblegało go ogromne grono Cules. Kursowała od kuchni do stolików i około północy, gdy ludzie przenieśli się do Rubi Klubu, miała okazję usiąść. Zajęła miejsce przy barze i rozmawiała z koleżanką z pracy.
- Messi znowu tutaj jest - powiedziała uradowana.
- Gdzie? - zapytała szybko Antonella, nerwowo rozglądając się po pomieszczeniu. Dostrzegła go tam, gdzie zawsze. Bywał tu już od tygodnia, ale Antonella nigdy go nie obsługiwała. Zaglądał w menu i chcąc nie chcąc, musiała do niego podejść.
- Cześć - zaczęła z poważną miną.
Uniósł głowę i uśmiechnął się na jej widok.
- Cześć. Wreszcie się doczekałem. - zaśmiał się lekko.
- Śledzisz mnie? - zapytała, mrużąc oczy.
- Nie - uniósł brwi - Po prostu chciałbym z tobą porozmawiać.
- Tydzień się do tego zbierasz.
- To już nie moja wina. - zaśmiał się, opuszczając głowę.
Usiadła naprzeciw La Pulgi i oparła ręce o blat. Ten patrzył na nią z uśmiechem.
- No mów - próbowała się od tego powstrzymać, jednak nie wytrzymała i zaśmiała się. Po raz pierwszy w Barcelonie.
Zaśmiał się razem z nią, lecz wciąż nie wiedział co powiedzieć.
- Chciałem po prostu porozmawiać, dowiedzieć się co u ciebie słychać i takie tam. - opuścił głowę i podrapał się po brodzie.
Argentynka spoważniała.
- Jest... w porządku - skłamała - A u ciebie?
- Moja mama coś wspominała, że masz synka. Widziała cię z nim w Rosario. - uśmiechnął się.
Przez chwilę wpatrywała się w niego bezsilnie, aż się rozpłakała. Schowała twarz w dłoniach i dość głośno szlochała.
- Co się dzieje? Przepraszam, jeśli coś nie tak...
- Mój synek nie żyje. - przerwała mu - Nie żyje - powtórzyła płacząc.
- Przykro mi - mówił cicho, gdy nic innego nie przychodziło mu do głowy. Przesiadł się na miejsce obok niej i głaskał ją po plecach. Argentynka wyciągnęła w jego kierunku ręce.
- Mogę? - zapytała sugerując przytulenie się.
- Jasne - odpowiedział i objął ją, a ta położyła głowę na jego ramieniu. Po pięciu minutach uspokoiła się i puściła Lionela.
- Muszę wracać do pracy. - oznajmiła poprawiając wygląd.
- Rozumiem. Może chciałabyś porozmawiać... po pracy?
- Zaczekaj na mnie, kończę o pierwszej - odpowiedziała po chwili zastanowienia i wróciła do roboty.


***

Po dwóch godzinach oczekiwań, Leo przystanął obok zaplecza i rozglądając się po pomieszczeniu, niecierpliwie czekał na swoją koleżankę. Wyszła ubrana w czarne rurki, luźny sweter w tym samym kolorze, a na nogach miała ciemne lity.
- Wiesz co... nie wiem, czy to dobry pomysł. - zawahała się - Mam żałobę.

- To jak się ma żałobę, to nie wolno rozmawiać? - uśmiechnął się - Spokojnie, zabiorę cię tylko na spacer po Barcelonie. Nocą jest piękniejsza. - powiedział mimo obaw.
Uśmiechnęła się aprobując i wyszli z baru.
- Długo jesteś w Hiszpanii? - zadał pytanie, gdy ruszyli w stronę plaży, znajdującej się na przeciwko budynku.
- Tydzień.
- Sama? - zapytał po tym, jak poprowadził w głowię wojnę, czy zapytać o męża, czy nie. Z kimś musiała mieć dziecko, a on koniecznie musiał wiedzieć z kim.
- Sama. - opuściła głowę gdy znaleźli się już na plaży. Podeszli bliżej morza, a Antonella usiadła na piasku i wpatrywała się w wodę - Zmarł mój syn i mąż. Przyjechałam tutaj, bo w Rosario nic oprócz złych wspomnień mnie nie trzyma. - uśmiechnęła się mimo łez napływających do jej oczu.
- Nie wiem co powiedzieć, przepraszam. - zszokowany złapał się głowę.
- Rozumiem. Pewnie nawet nie potrafisz sobie wyobrazić stracenia wszystkiego co kochałeś.
- Nie mam niczego ani nikogo takiego - opuścił głowę i zajął się rysowaniem po piasku.
Antonella wpatrywała się w niego, a gdy poczuł jej wzrok na sobie, podniósł głowę i uśmiechnął się do niech pokrzepiająco.
- Myślałam, że masz narzeczoną. Mówili kiedyś o jakiejś modelce w telewizji.
Zaśmiał się.
- Nie mam nikogo, a oni już z narzeczoną wyjeżdżają...
- To było dawno - zasugerowała.
- Nie, dawno temu też nikogo nie miałem - zaśmiał się, a Argentynka wraz z nim - Idziemy dalej? - zaproponował z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Zimno się zrobiło - powiedziała, gdy wstali kierowali się ku centrum.
- Powinienem ci teraz dać moją marynarkę, ale wybacz, nie mam - uniósł ramiona i zaśmiał się.
- Zmieniłeś się - uśmiechnęła się - Bałam się, że wciąż będziesz taki wstydliwy jak mały Lionelek.
- Zginąłbym w świecie footballu, gdybym się nie ogarnął. Wtedy to... - zaśmiał się - Szkoda gadać.
- Czemu szkoda? - uśmiechnęła się patrząc na niego - Byłeś taki słodki jak chciałeś coś powiedzieć, a nie mogłeś - zaśmiała się.
- Nie no, starczy. Może i jestem bardziej śmiały, ale zawstydzić się potrafię! - śmiał się.
- A pamiętasz jak wtedy byłeś u mnie z Francisco i się biliście, a do pokoju wpadła nasza babcia? - nie mogła przestać się śmiać.
- Daj spokój - zaśmiał się - Wszystko na mnie zwalił palant.
- Byłam pewna, że się popłaczesz, jak powiedział, że to ty stłukłeś wazon. Nawet się nie broniłeś - uśmiechała się szeroko i zaśmiała, gdy zobaczyła jak bardzo czerwony jest Leo - Buraczek.
Zaśmiał się.
- Jesteś śpiąca, zmęczona? - zatrzymał się i rozglądając się dookoła zapytał mrużąc oczy.
- A czy ja na taką wyglądam? Dawno się tak dobrze nie czułam. - uśmiechnęła się patrząc mu w ślepia.
Przez chwilę nie widzieli poza sobą świata.
- A ty się w ogóle nie zmieniłaś - uśmiechnął się, a ona to odwzajemniła - Skoro jest ci zimno, a nie jesteś śpiąca to może...
- Pójdziemy do ciebie. - uśmiechnęła się, przerywając mu.
- Nie dałaś mi dokończyć.
- Proszę cię, w życiu byś się nie odważył.
- Niech ci będzie.
Po piętnastu minutach wchodzili do willi na obrzeżach miasta, gdzie dojechali samochodem Lionela. Antonella zdumiona patrzyła zarówno na ogród jak i na wnętrze domu. Leo przy wejściu włączył ogrzewanie podłogi w kuchni, do której szli. Usiadła przy wysepce, a Messi w tym czasie przyniósł z piwnicy wino.
- Wino od Andresa. - uśmiechnął się - Rocznik 2006 - mówił unosząc wysoko butelkę.
- Andresa Iniesty? - zgadywała.
- Tak jest. A, nie zdziw się jeżeli ktoś będzie za chwilę się kręcił po domu, albo dopiero do niego wróci. Mieszkam z  Fabregasem. - mówił nalewając wina do lampek - Oho, już go obudziliśmy i zaraz się zacznie kazanie - zaśmiał się, słysząc jak ktoś schodzi po schodach.
- Messi? Od kiedy ty taki romantyczny? - mrużył oczy Cesc - Zwykle szybko przechodzisz do konkretów.
Antonella zaśmiała się, przyglądając się idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej Hiszpana. Stał w samych bokserkach i przeczesywał swoje brązowe włosy. W opór przypominał Argentynce o jej zmarłym mężu. Byli zbudowani bardzo podobnie, jeśli by nie patrzeć na wzrost. Lionel podszedł bliżej kolegi i wyszeptał:
- Ona nie jest prostytutką.
Na to Fabregas uderzył się w czoło i zawrócił do pokoju.
- To był właśnie Fabregas. A to co mówił to nieprawda.
- Naucz się ciszej szeptać - uśmiechnęła się, przy czym Leo szybko się zaczerwienił i z uśmiechem schował twarz w dłoniach - O boże - przeciągał.
- Nie no, rozumiem. - mówiła mierząc wzrokiem Leo siadającego obok niej. Upiła trochę wina, po czym zdecydowała by zmienić temat - W sumie to mieszkamy dosyć blisko - zaczęła, patrząc w okno kuchenne.
- Mieszkasz tak daleko od centrum? - zapytał zszokowany.
- Tutaj są tańsze mieszkania. Tak właściwie, to mam tylko pokój - kontynuowała z uśmiechem, jednak po spotkaniu Cesca, coś ją męczyło i uśmiech nie przychodził jej z taką łatwością. Wypiła na raz całą zawartość lampki i zrobiła głośny wdech z zamkniętymi oczami.
- No to może jeszcze raz - przestraszył ją głos Hiszpana - Jestem Cesc. - mówił, podchodząc bliżej Antonelli.
- Antonella - wyciągnęła rękę, przyglądając się jego ślepiom. Była skłonna powiedzieć, że skradł je Sergiemu. Poczuła się przez chwilę jak dawniej; jakby patrzyła na niego, swoją miłość. Cesc już dawno usiadł i zajął się rozmową, jednak ona wciąż widziała te oczy, gdy patrzyła w sufit. Zamarła, gdy zrozumiała, co się dzieje. Patrzyła na Cesca, nie na Sergio. Po raz kolejny emocje były znacznie silniejsze od niej, i chcąc nie chcąc, poczuła jak łzy spływają raz jeszcze po jej policzkach.
- Gdzie jest łazienka? - zapytała Lionela, który dyskutował z Fabregasem, siedząc niemalże tyłem do niej. Szybko obrócił się w jej stronę i zapytał.
- Co się dzieje?
- Gdzie jest łazienka?  - powtórzyła głośniej i znacznie bardziej nerwowo.
Za Messim dostrzegła zdziwionego Fabregasa z otwartą buzią. Pozostawiła na nim swoje spojrzenie i ruszyła do toalety, gdy gospodarz wskazał jej drogę. Oglądała siebie zapłakaną w lustrze i przeklinała na siebie i na swoje zmienne nastroje. Strach wzbudzał w niej fakt, iż znów widzi swojego męża, który zginął. Oparła się o ścianę i dobijała się, ożywiając w głowie chwilę spędzone z synem i mężczyzną jej życia. Za każdym razem gdy to robiła, traciła chęć do dalszej egzystencji. Wpadł jej do głowy pomysł i niedokońca świadoma tego co robi, przeszukiwała szafki. Gdy odnalazła środek do realizacji jej planów, uniosła głowę ku górze i powiedziała "Już niedługo zobaczysz się z mamusią".  Leo z Cesciem stali po drugiej stronie drzwi i nasłuchiwali narastającego szlochu Antonelli. Leo dopiero po kilu minutach zdecydował, by wejść do środka, mimo protestującego Fabregasa, który twierdził, że może być bez spodni, czy coś podobnego. Zrobił jeden, jedyny krok w łazience, po którym zatrzymał się i jak wmurowany, z ręką na otwartych szeroko ustach.
- Cesc... - powiedział cicho, będąc w szoku - Chodź tu. - zdecydował, by podejść do nieprzytomnej, opierającej się o ścianę koleżanki. Podniósł opakowanie po tabletkach, które leżały obok niej.
- Moja kofeina - powtórzył dwukrotnie i sprawdził pudełko. W środku znajdowała się połowa normalnej zawartości. Sprawdził puls, kiedy Cesc dzwonił po karetkę. Jej serce biło niesamowicie szybko, za sprawą przedawkowania kofeiny, której zwykle jedną tabletkę zażywał Messi przed meczami. Leżała na wierzchu w szafce pod umywalką. 


sobota, 8 marca 2014

1: I dobrze że nie wiesz co u mnie, bo pękło by ci serce.

- Bawcie się dobrze - tymi słowami Antonella pożegnała swojego męża Sergio i dwuletniego synka Alexandra. Chwilę jeszcze obserwowała z uśmiechem na twarzy, jak wsiadają do samochodu. Wróciła do domu, gdy odjechali i zaczęła zbierać zabawki porozrzucane po salonie. Zostawiła jedynie tor samochodowy ułożony przez Sergio, pamiętając jak dobrze bawił się przy nim Alex. Włączyła jeden z kanałów muzycznych i ustawiła muzykę najgłośniej jak się dało, po czym w rytmie piosenki ruszyła do kuchni, która połączona była z pokojem. Podśpiewując cicho, przygotowywała obiad. Myślami była już przy tym, jak wspólnie usiądą przy stole. Muzyka na chwilę ucichła i Antonella usłyszała, że dzwoni jej telefon. Szybko pobiegła po niego i odebrała, gdy podniosła go z komódki stojącej obok drzwi do sypialni.
- Rozmawiam z panią Antonellą Roccuzzo?
- Tak, to ja - uśmiechnęła się, stąpając do kuchni.
- Żona Sergio Guerry?
- Tak. Mogę wiedzieć z kim rozmawiam?
- Juan Rossi, młodszy aspirant. Niestety muszę panią o tym poinformować - zrobił głośny wdech - Pański mąż miał wypadek.
- Mój Boże - upuściła nóż i złapała się za głowę - Co z nim, co z moim dzieckiem? - krzyczała.
- Dziecko? Jechało z nim dziecko?
- Tak! Co z nimi? W jakim są stanie? - mówiła zdenerwowana - Gdzie oni są?
- Nie mogę pani udzielić takich informacji przez telefon. Wypadek był na skrzyżowaniu Miguelza, tutaj jest pani dziecko, a mąż pojechał już do szpitala.
Anto rozłączyła się i w pośpiechu wyłączała gaz na kuchence. Ubrała buty i chwilę później siedziała już w służbowym samochodzie Sergiego. Skrzyżowanie Miguelza było niedaleko, toteż szybko zjawiła się na miejscu zdarzenia. Trzasnęła drzwiami i cała we łzach podbiegła w stronę radiowozu. Dopiero gdy się zatrzymała, rozejrzała się po ulicy i była przerażona. Dotarło do niej, co mogło się stać. Auto, którym wyjechał dziś jej mąż z Alexem było zmasakrowane.  Wokół niego kręcili się strażacy, którzy krzyczeli do siebie w nerwach. Zaparkowały tutaj dwie karetki, lecz nigdzie nie było Alexandra, co przeraziło ją doszczętnie.
- Gdzie jest moje dziecko? - krzyczała, a łzy spływały jej po policzkach.
- Pani Antonella? - podszedł do niej niski mężczyzna w mundurze - Z przykrością informuję panią, że pański mąż zginął na miejscu.
Argentynkę wmurowało w ziemię. Ta informacja wydawała się dla niej tak nierealna, że skłonna była stwierdzić, iż to tylko głupi żart. Przypomniała sobie, jak jeszcze kilka godzin temu budziła się obok niego - przystojnego, wysokiego bruneta. Przełknęła głośno ślinę i próbowała oddychać głęboko, co przychodziło jej bardzo ciężko.
- A co z moim dzieckiem? - wycedziła przez łzy.
- Wciąż nie mamy ciała pańskiego dziecka. Tak mi się przynajmniej wydaje - oznajmił, zaglądając za plecy Roccuzzo - Jednak już jest - westchnął.
- Nie żyje - przekazał ratownik medyczny.
Ledwo widząca przez łzy brunetka obróciła się i zobaczyła jak noszach niosą jej synka. Przeżyła dosłowny szok, widząc zmasakrowane ciało własnego potomka. Przez moment ślepo patrzyła przed siebie, aż w końcu bezsilnie upadła na ziemię. Siedziała w środku całego zamieszania, jednak nikt nie zwrócił uwagi na to, jak cierpi. Jak przeżywa stratę wszystkiego, co było dla niej ważne. Często przedtem myślała, jak wyglądałoby jej życie, gdyby straciła swojego męża i dziecko, lecz szybko wyrzucała te myśli z głowy, by nie daj Boże wydarzyło się coś takiego. Aczkolwiek już wówczas wiedziała, że nie potrafiłaby żyć bez swoich chłopców. Budziła się obok nich i kochała ich całym swoim sercem. Co może czuć matka, która traci swoje dziecko? Bezsilność, pustkę wewnętrzną. Pustkę, którą można równie dobrze nazwać plamą nie do załatania. Z własnym potomkiem łączy nas coś więcej niż miłość, wdzięczność, czy troska. Dzieci są przywiązane do swoich rodziców pewnymi niewidzialnymi, a jakże mocnymi więzami, które rozciągnięte na zbyt dużą odległość, kują prosto w serce. Dystans pomiędzy niebem a ziemią jest ogromny. Antonella była pewna, że Alexander patrzy na nią już z góry, siedząc gdzieś pomiędzy aniołkami. Okropnie dobijał ją fakt, że straciła go tak szybko. Nie umiała pogodzić się z tym, że nigdy więcej nie usłyszy jego głosu, ani nie zobaczy jego uśmiechu. Że nie nauczy go czytać, czy pisać. Jeśli tylko byłaby taka możliwość, oddałaby swoją duszę Bogu, byleby ten sprowadził jej dziecko na ziemię.

*

- Powinnyśmy już iść - szepnęła do Antonelli matka Sergiego.
Antonella raz jeszcze spojrzała na grób, a z jej oczu wylało się swobodnie kilka łez. W ciszy kobiety skierowały się do wyjścia z cmentarza, gdzie pożegnały się i odjechały. Antonella  wbrew własnej woli wróciła do domu. Nie chciała tam być, ze względu na wspomnienia, jakie skrywało to miejsce. Pomimo tego, gdy tylko przekroczyła próg, zostawiła torebkę i ruszyła na piętro, do pokoju jej synka. Usiadła na łóżku i wpatrywała się w zabawki porozwalane po całym pomieszczeniu. Złapała się za ulubionego misia Alexandra, a przed oczami znów pojawił jej się obraz zmasakrowanej twarzy swojego syna. Przytuliła maskotkę i wybuchnęła płaczem. Zasnęła po raz pierwszy od tygodnia. Śniło jej się, że z uśmiechem chodzi po jakimś mieście położonym nad morzem i rozdaje ulotki. W głowie Antonelli zaświeciła się żarówka i przypominała sobie nazwy miast położonych nad morzem. Pierwszym pomysłem była Barcelona. Na laptopie sprawdziła loty do Katalonii i po dłuższym zastanowieniu, zarezerwowała jeden na jutrzejszy wieczór. Następnego dnia, mimo nieprzespanej nocy i okropnym bólu głowy, Antonella krzątała się po całym domu, pakując najważniejsze rzeczy. W między czasie wydrukowała kilkadziesiąt CV, które mają jej pomóc w szukaniu pracy. Sergio pracował w wielkiej korporacji na dość znaczącym stanowisku, a więc zostawił po sobie wiele pieniędzy, również z ubezpieczenia, ale Argentynka potrzebowała zatrudnienia chociażby do tego, by przyćmić swe myśli. Spakowana i gotowa, punkt 18 wyjechała taksówką spod domu, w którym spędziła najlepsze momenty swojego życia. Z bólem serca po raz ostatni pozostawiła swój wzrok na posesji i wyruszyła na lotnisko, by odciąć się od przeszłości. 

*

Po dwóch dniach w Barcelonie, Antonella znalazła mieszkanie. Już w czwarty dzień pobytu przeżywała pierwszy dzień w nowej pracy. Została kelnerką w Rubi Barze, jednym z najbardziej ekskluzywnych klubo-barów w Barcelonie. Obawiała się, że nie da rady, że coś w tym miejscu może jej przypominać o przeszłości i nie pozwoli skupiać się na pracy. Mimo obaw, po pierwszych trzech godzinach była zadowolona z siebie i tego, że nie myśli o synku i mężu. 
- Dla mnie butelka wódki i dwa kieliszki, mała - powiedział łysy i umięśniony facet siedzący w loży.
Antonella starała się nie zwracać uwagi na sposób, w jaki do niej mówił. Ruszyła do baru, gdzie podano jej to, o co prosił. 
- Myślisz, że po co mi te dwa kieliszki? Siadaj ze mną. - przekonywał zalotnie, gdy Argentynka postawiła alkohol na stoliku.
- Jestem w pracy.
- Siadaj - powiedział bardziej stanowczo i złapał ją za biodra, przyciągając na swoje kolana.
Roccuzzo szybko wstała i błyskawicznie przebierała nogami w stronę zaplecza. Mężczyzna jednak postawił na swoje i złapał ją za ręce, gdy ta starała się uciec. 
- Powiedziałem coś nie jasno? - szeptał jej do ucha, wkładając rękę pod bluzkę.
Anto zaczęła wrzeszczeć i nakazywała mu przestać, ale on dalej robił swoje. W końcu jednak na horyzoncie pojawił się mężczyzna, którego Antonella dobrze nie widziała. Ten przyłożył zboczeńcowi pięścią w twarz i pojawiła się ochrona. Argentynka ze łzami spływającymi po policzkach obróciła się, by zobaczyć swojego 'wybawiciela'. Jednak widok TEJ twarzy przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Stał przed nią Lionel Messi. Nie tylko najlepszy piłkarz na świecie, lecz także kolega Antonelli z lat młodości. Patrzył na nią w ten sam sposób, co przy ich ostatnim spotkaniu kilkanaście lat temu. Wówczas lubiła w nim tę nieśmiałość, intrygowała go. Niemniej, każda próba rozmowy z tak wstydliwym chłopcem kończyła się w punkcie początkowym. To irytowało młodą Argentynkę. Cieszyła się, że ma okazję zobaczyć go w tym miejscu. Ilekroć słuchała o nim w telewizji, była dumna, że mogła widzieć jak zaczyna. Zawsze powtarzała swojemu kuzynowi, że ten chłopak, ten niski Messi zrobi karierę, że ludzie będą go kochać. 

*

No to witam na moim piątym blogu. :) Piątym ogólnie i drugim o Leonelli. Nie będę już nic gadać, pozostawiam rozdział do oceny. 

Komentarze bardzo motywują!