środa, 30 kwietnia 2014

4: Zawsze cię kochałem

(zmieniam narrację na pierwszoosobową, dawno tak nie pisałam :o)

Czy to możliwe, że się w niej zakochałem? W pierwszej miłości swojego przyjaciela? Może to jeszcze nie miłość? Jeśli czuję szybsze bicie serca i mocny ścisk w żołądku, gdy ktoś wypowiada przy mnie jej imię, to chyba nie oznacza, że się zakochałem? Prawda? Prawda. Niech tak pozostanie. A jeśli nawet tak nie jest, to niech będzie. Muszę pozostać tym samym, dobrym kumplem dla Leo. Tak jak ja, nie mówi wprost o swoich uczuciach do Antonelli, ale nie jestem debilem. Wiem, co się święci. Skoczyłby za nią w ogień.
- Cescu najdroższy, mógłbyś się przesunąć? - rzucił Leo, zamiatając kuchnię.
Zorientowałem się, że stoję na środku pomieszczenia i szybko się ocknąłem. Oparłem się o blat.
- Maria nie przychodzi? - zapytałem o gosposie.
- Nie - wypowiedział radośnie - Antonella tu dziś przyjdzie.
Znowu to samo: serce przystanęło, a żołądek się wykręcił.
- Po co? - zadałem te pytanie z udawaną obojętnością.
- O 1 w nocy mamy samolot do Rosario.
Zrobiłem przerażoną minę.
- Jest rozprawa o tego jej męża, ma dostać odszkodowanie i takie tam. Jadę jako wsparcie - wyparł dumnie pierś - Martino nie dał mi wolnego - zaśmiał się.
Mówiłem wskoczy za nią w ogień. Widział ktoś kiedyś Messiego na wagarach? Wolne żarty. Poczułem zazdrość, to ja chciałbym robić dla niej takie rzeczy. Te zakazane, by tylko widziała jak mi zależy. Każdego dnia zabierałbym ją w nieznane miejsca, uciekając od rzeczywistości. Obudź się, Cesc, ona nie będzie twoja.
- To miłe z twojej strony - wydukałem i zająłem się jedzeniem jabłka, które trzymałem w ręku. Leo patrzył na mnie zupełnie jakby wiedział o czym myślę. Trzeba było jakoś rozluźnić atmosferę. - Wyglądasz jak ciota z tą miotłą w ręku. Antonella chyba nie będzie z lupą patrzeć na podłogę w kuchni.
Wypowiedzenie jej imienia przyniosło mi większą trudność niż strzelenie gola.
- Kurwa, pomógł byś coś a nie marudzisz - pokazał ręką syf dookoła nas.
- Przecież ona z nami mieszkała i nic nie jej nie przeszkadzało.
- Bo przez te dwa dni nie zdążyliśmy nabrudzić. A w dwa tygodnie owszem.
- Jak to? - zmrużyłem oczy - To pani Marii już tak długo nie ma?
- Pojechała na wakacje w ten sam dzień, w który Antonella wróciła do siebie.
- Pierdolisz. Od kiedy gosposie jeżdżą na wakacje w zimę? - zaśmiałem się.
- Ale ty jesteś głupi, Fabregas. - odstawił miotłę i zebrał śmieci na szufelkę. Postraszył mnie, że niby wyrzuci na mnie śmieci po czym wyrzucił je do kosza. Poszedł po mopa, ale mnie już tam nie było, nie widziałem jak się kompromituje. Powolnym krokiem wszedłem na górę do sypialni.  Po drodze wtopiłem wzrok na kanapę, gdzie razem z Antonellą przeżyliśmy swój pierwszy - i wszystko wskazuje na to, że ostatni - wspólny raz. Wściekły na siebie, rzuciłem się na łóżku i wydzierałem się do poduszki.  W tamtej chwili nienawidziłem Messiego, byłem gotowy zawalczyć o Anto nie zwracając uwagi na jego uczucia. Moment później, kiedy podniosłem się z łoża, myślałem już całkowicie inaczej. Do łazienki wszedłem jakbym szedł na skazanie. Przyjrzałem się sobie w lustrze. Co jest z tobą nie tak, Fabsiu? Zawsze zadowalały cię panienki wyrwane na ulicy, a teraz co? Ogarnij się, Soler! Ostatnie zdanie wykrzyczałem tak głośno, żeby pozbyć się całej skumulowanej we mnie złości. Udało się. Zadowolony wróciłem do pokoju, gdzie zastałem Leo.
- Pojebało cię do reszty? Co ci jest? Zachowujesz się jak nienormalny - zmarszczył się.
- O co ci chodzi? - udałem zdziwienie.
- Wydzierasz się jak psychol jakiś.
- Przesłyszało ci się - wyminąłem go i zszedłem na dół. Przy samych drzwiach wyjściowych włożyłem na siebie kurtkę i już chciałem wyjść, kiedy przed wejściem ujrzałem Jej twarz. Jakbym ujrzał anioła. Włosy powiewały jej na wietrze, otulała się rękoma. Znów w tym brązowym płaszczu. Pięknie jej w nim było, idealnie pasował do jej oczu. Oczu, które beznadziejnie patrzyły na mnie. Na chwilę zasłoniła je powiekami, a gdy już zaciągnęła się świeżym powietrzem po raz ostatni, jak gdyby nigdy nic, ominęła mnie i przywitała się z Leo stojącym w głębi domu. Messi w objęciu Roccuzzo był ciosem prosto w serce. Z hukiem opuściłem willę.



*

- Coś dla państwa? - usłyszałam za sobą głos stewardesy, która z wózkiem była już przy moim fotelu w samolocie i przestraszona popatrzyłam na nią. Leo kupił dla siebie butelkę wody i proponował coś także mi, jednak zrezygnowałam. Ułożyłam się wygodnie na miejscu i  z głową ułożoną na oparciu patrzyłam na mojego przyjaciela. Leo, Cesc, Sergio. I tak w kółko.  Czy Sergio chce, żebym była szczęśliwa za wszelką cenę? Jak zareagowałby Lionel, kiedy dowiedziałby się o tym, co zrobiłam z Fabregasem, gdy on był w Zurychu? Co czuje do mnie Cesc? Wciąż zero odpowiedzi. Jedno było pewne: nie kochałam i nie kocham Fabregasa. Jedyne co mnie do niego przekonało to uporczywe podobieństwo do Sergio. Nigdy więcej do niczego nie dojdzie. Nie minęło wiele czasu odkąd pogodziłam się ze śmiercią, tymczasem nadchodzą kolejne problemy. To Leo był moim aniołem stróżem. Ile razy zastanawiałam się, co by było, gdybym go nie spotkała. Powinnam chyba podziękować temu zboczeńcowi, który do mnie lgnął. Gdyby nie on, Leo nie miałby kogo ratować. Zrobił dla mnie niemożliwie wiele rzeczy w ciągu tego miesiąca odkąd jestem w Barcelonie. Czuwał przy mnie w szpitalu, pozwolił mi u siebie mieszkać, zadedykował mi Złotą Piłkę, gola, hat-tricka. Słowem, robił wszystko by podnieść mnie na duchu. Dzwonił co dwie godziny, by dowiedzieć się, czy wszystko w porządku. A kiedy nie było w porządku, rozmawiał ze mną. Rozumiał i rozumie mnie lepiej niż ja samą siebie. Pomógł mi ułożyć moje przewrócone do góry nogami życie.

 "Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ale miłość to kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze."

 *

Bienvenidos en Rosario. Ten wielki napis przywitał mnie w Argentynie zgodnie z jego przeznaczeniem. Wysiedliśmy z samolotu i autobusem przemieściliśmy się na samo lotnisko. Kiedy wjeżdżaliśmy taksówką do miasta, kurczowo złapałam Leo za rękę. Popatrzył na mnie z troską w oczach i pogładził mnie kciukiem po dłoni, jakby chciał powiedzieć "będzie dobrze". Jak mogło być dobrze, kiedy odwiedzałam miasto, które pamiętam tylko jako miejsce śmierci mojego męża i syna? Jakby mało było mi wrażeń, taksówkarz wiózł nas przez to samo skrzyżowanie, na którym trochę ponad miesiąc temu doszło do wypadku. Wybuchnęłam płaczem, gdy przywołałam obrazki tamtego południa. Lionel przytulił mnie do siebie i uspokajał mnie niczym niemowlę: głaskał mnie po głowie i szeptem powtarzał "cichutko". Zupełnie tak, jak ja uciszałam Alexa. Kolejny powód do płaczu. Dojechaliśmy na miejsce, pod dom rodziców Messiego. Nie chciałam odwiedzać moich - jak zniknęłam, to zniknęłam. Zbyt wcześnie bym mogła z nimi rozmawiać. Zapłakana wysiadłam z taksówki. Leo ruchem dwóch dłoni wytarł moją twarz z łez i zajął się walizkami. Wówczas przed dom wyszła cała rodzina Messi.  Bracia Rodrigo i Matias, siostra Maria Sol, ojciec Jorge, którego poznałam w Barcelonie i przesympatyczna Celia, matka Lionela. Wszyscy mnie pamiętali. Chwilę potem zasiedliśmy w salonie, by zjeść obiad. Mimo faktu, że znałam tę rodzinę od dawna, czułam się niekomfortowo. Ostatni raz w komplecie widziałam ich kilkanaście lat temu. Byłam więc jedyną, którą nie łączą żadne geny z kimś obok. Siedziałam cicho, kiedy Lionela wypytywano co u niego i czy nie powinien być w Barcelonie. Jorge, jako jego agent i osoba, która nie lubi wyznawać uczuć, nie omieszkał Messiego zganić za nieobecność na treningu. Zapadła niezręczna cisza. Poczułam na sobie wzrok Matiasa. 
- Czy wy - zaczął niepewnie - a nieważne - skończył i wrócił do jedzenia steku.
- Nie jesteśmy razem - Leo zaśmiał się i popatrzył w moją stronę. Wysłałam mu lekki uśmiech i pochyliłam się nad talerzem.
- Wytłumacz mi chociaż, Leo, po coś tu przyjechał. Chyba nie opuściłeś treningów, żeby zjeść z nami obiad, co? - zapytał chłodno najstarszy Messi.
- To ci usiłowałem powiedzieć jak się na mnie darłeś - odpowiedział z wyrzutem - Jesteśmy tu, bo Antonella ma dziś rozprawę w sądzie - z każdym słowem mówił co raz ciszej.
Celia wymieniła spojrzenia z najmłodszym synem, dokończyła przeżuwać jedzenie i zwróciła się do mnie.
- Jak się trzymasz po tym wszystkim? - usłyszałam troskę w jej głosie. 
- Jest co raz lepiej - pokiwałam głową z uśmiechem - Leo bardzo mi pomógł - pogładziłam go po ramieniu.
Z uznaniem uśmiechnęła się do Lionela.
- Cieszę się, że tu jesteś. Jestem pewna, że jeszcze w życiu będziesz szczęśliwa jak wtedy. - ciepło się uśmiechnęła, co odwzajemniłam. 
Kilkanaście minut później, po długiej dyskusji, czy Jorge powinien lecieć do Barcelony razem z nami, Leo poinformował rodzinę, że wychodzimy, bo przed rozprawą ma mi jeszcze coś do pokazania. Na szczęście udało mu się również przekonać ojca, że nie jest mu w Katalonii do niczego potrzebny. W przeciwnym razie musiałabym z nim odbyć długą podróż... Przed wyjściem obydwoje musieliśmy się przebrać odpowiednio do sądu. Wsunęłam na siebie czarną sukienkę z krótkim rękawem, obcisłą na biuście, a pod nim luźno opadającą do połowy ud. Rajstopy były zbędne przy upale, więc wyszłam gotowa z łazienki i kiedy Lionel zmieniał ubranie, włożyłam na nogi czarne lakierowane szpilki. Z torebki wyciągnęłam szczotkę i przy lustrze w przedpokoju przeczesałam szybko włosy. Wtem Leo zamknął za sobą drzwi łazienkowe i niemal przyprawił mnie o mdlenie. Biała koszula niedopięta do samej szyi odkrywała fragmenty jego obojczyków. Granatowa marynarka i spodnie od garnituru. Nie wyglądał nazbyt elegancko, wyglądał seksownie. 
- Chodź, mamy mało czasu - przejechał ręką po mojej talii, idąc do drzwi. Zaczekał przy nich na mnie i razem opuściliśmy budynek. Na pieszo przeszliśmy całą ulicę i skręciliśmy w lewo, gdzie ujrzałam znany mi budynek. Naszą podstawówkę. Tam się poznaliśmy. 
Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, co Leo natychmiastowo zauważył. Weszliśmy na teren szkoły i przystanęliśmy na boisku.
- Nigdy nie zapomnę jak w walentynki przyszedłem tutaj przed szkołą - zaśmiał się, jednak kontynuował - Potem przyszedł Fran' z tobą. Powiedziałaś, że świetnie gram - popatrzył na mnie - chciałem ci odpowiedzieć, ale zabrakło mi języka w gębie.
Zaśmiałam się.
- Zawsze chciałem coś do ciebie powiedzieć, a wyszło mi chyba tylko dwa razy. Podobałaś mi się, ale nawet słowem się nie odezwałem. 
- Podobałam ci się? - uśmiechnęłam się.
- Przez całe dwa lata - pokiwał głową. Podeszłam bliżej niego i przytuliłam go mocno. 
- Chciałabym, żeby wszystko było takie łatwe jak wtedy. - po policzku poleciała mi łza.
Ustawił moją głowę tak, bym na niego patrzyła.
- Jeszcze będzie, zobaczysz. - uśmiechnął się i zetknęły się nasze spojrzenia. Włożyłam palce w jego gęste czarne włosy i nie odrywałam wzroku od brązowych tęczówek. Schylił się do mnie i delikatnie musnął moje wargi swoimi. 
- Zawsze cię kochałem - szepnął i pocałował mnie odważniej i namiętniej. Kiedy przestał, wciąż patrzyłam mu prosto w oczy. Nie wiedziałam czy dobrze robię. Jestem wdową dopiero od miesiąca, a już topię się w uściskach innego mężczyzny. Ale nagle jakbym poczuła w sercu, że Sergio chce żebym była szczęśliwa. I byłam cholernie szczęśliwa. Ze łzami w oczach uśmiechnęłam się do Lionela i puściłam go. Było po nim widać jak bardzo jest zmieszany. Dla otuchy wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 

*

Czułem się spełniony. Pierwszy raz w życiu odczuwałem taką euforię. Czekałem na ten moment całe życie, choć nawet o tym nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że potrzebuję się ustatkować dopóki Antonella na nowo nie pojawiła się w moim życiu. Bałem się tego związku, ale liczyłem, że miłość wszystko przezwycięży. Po tym jak odwiozłem ją do jej mieszkania, wróciłem do siebie. Gdy tylko przekroczyłem próg, oczom ukazał się Fabregas stojący w kuchni w samych bokserkach. Właśnie wyciągał mleko z lodówki. Odwrócił się gwałtownie gdy zamknąłem drzwi. Upewnił się, że to ja i bez słowa odwrócił się do mnie plecami. Wypijał mleko prosto z kartonu.
- To moje mleko - zaśmiałem się.
Odwrócił się i uniósł brwi. Patrzył na mnie przez moment, ale nie odzywał się. Zignorowałem go. Rzuciłem torbę na kanapę i poszedłem pod prysznic. Wróciłem po piętnastu minutach, kiedy wybijała druga w nocy. Cesc stał oparty o lodówkę z rękoma założonymi na piersi.
- Mógłbyś się ubrać chociaż jak już tak masz stać całą noc - rzuciłem i skierowałem się do sypialni.
- Nic mi nie opowiesz? - jego głos brzmiał drwiąco. 
Zatrzymałem się na moment, po czym zawróciłem. Zszedłem z powrotem do salonu połączonego z kuchnią. Oparłem się o tył kanapy. Soler opróżniał do końca karton.
- Powiedziałem Antonelli, że ją kocham.
Fabs wypluł mleko przed siebie, na wysepkę kuchenną. Szybko wytarł brodę w rękę i pokręcił głową. 
- No to miłego współżycia małżeńskiego i tak dalej, ja się jutro wyprowadzam.
Zdziwiłem się.
- Co ci jest do kurwy nędzy, Fabregas?
- Może ja ci coś teraz opowiem, hm? - warknął.
- Skoro musisz. 
- Opierasz się o kanapę, na której pieprzyłem się z twoją dziewczyną - wskazał ręką - Wtedy, kiedy lądowałeś w Zurychu. Dokładnie dzień po tym, kiedy tłumaczyłeś mi, jak mam się nią zaopiekować. Powiedziała ci, że tak dobrze się nią zająłem? Bo mi tak. 
- Ty chuju - rzuciłem się na niego. Uderzyłem dwa razy z pięści w twarz i odpuściłem. - Wypierdalaj stąd, masz pięć minut - krzyknąłem. Ten, trzymając się za policzek, wszedł na górę. Oparłem się o blat i schowałem twarz w dłoniach, próbowałem ochłonąć. Fabregas i Antonella w jednym łóżku. Nie miałem jej tego do końca za złe. Było mi co najwyżej przykro. Nie tolerowałem jedynie tego, jak Cesc się o niej wyrażał i jak ją potraktował. Wyszedł z domu po dłuższym czasie niż pięć minut żegnając się ze mną poprzez środkowy palec.

*

- Fabregas?! Boże, co ci jest? - przeraziłam się na widok pobitego Hiszpana w moich drzwiach.
- Twój kochaś mnie pobił - uśmiechnął się ironicznie.
- Co?! - pisnęłam - Powiedziałeś mu?
- Tak.
Chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, jednak zatrzymał je ręką. 
- No przepraszam, nie chciałem.
- Akurat!
- Mogę wejść? - zapytał błagalnie - Mamy o czym rozmawiać.
- Nie chcę, boję się ciebie.
- Przecież ci nic nie zrobię! - podniósł głos - Mogę? - ściszył.
Niechętnie, ale wpuściłam go do środka. Wszedł do salonu i usiadł na sofie.
- Jest druga w nocy - poinformowałam.
- Też się znam na zegarku.
- Jak mamy w taki sposób rozmawiać to do widzenia.
Westchnął. 
- Usiądź - poklepał miejsce obok siebie, jednak usiadłam na drugim końcu kanapy - Nie możesz być z Messim.
- Chyba sobie zaraz powiemy 'do widzenia'. - ziewnęłam.
Przysunął się do mnie. 
- Teraz to ja się zakochałem w tobie - wyszeptał mi do ucha, a jego ręka powędrowała pod moją bluzkę od piżamy. Szybko wstałam i uderzyłam go płasko w policzek. 
- Ile jeszcze razy dziś dostanę? - złapał się za polik.
- Jak jesteś takim debilem to się nie dziw! Do widzenia. - wskazałam szybkim ruchem ręki drzwi wyjściowe.
- Dobranoc kochanie - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się o czasie.

*

Jeden z moich najgorszych rozdziałów, no cóż. :) Wybaczcie mi, że akurat z Cesca zrobiłam takiego psychola. Jeszcze dwa rozdziały do końca. :) Już nie umiem pisać narracją pierwszoosobową... Krótki trochę, ale się dziaaałoooo
enjoy :*


jejku jaka piękna :(

"Wśrod tych wszystkich fantastycznych rzeczy, których nauczyłeś mnie przez 19 lat, zapomniałeś pokazać mi jak żyć bez ciebie." - Carlota Vilanova.

Dziękuję, Tito.






sobota, 12 kwietnia 2014

3: Zakochałaś się we mnie

- Doktor Negredo? - zapytał Leo wpatrując się w skrawek kartki w swoich dłoniach - Chciałem zapytać co z Antonellą Roccuzzo. Leży na oiomie, przyjechała wczoraj wieczorem.
- Ach, ta Argentynka? - podrapał się po głowie - Podobnie zresztą jak pan. - uchylił zęby w niewielkim uśmiechu - Jest pan oczywiście z nią spokrewniony, tak?
- Nie. - zakomunikował po chwili zastanowienia i usiadł naprzeciwko spoczywającego za biurkiem lekarza.
- W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. - podniósł się z krzesła, opierając ręce na blacie, jakby chciał tym gestem wskazać Messiemu drogę do drzwi. Ten jednak nie miał zamiaru tak łatwo się poddać.
- Nie ma na miejscu nikogo z jej rodziny.
- W takim razie będziemy musieli zapytać pani Roccuzzo, kto może otrzymywać informacje o jej stanie zdrowia. - ponownie rozsiadł się na fotelu i odpalił komputer, podkreślając przy tym swój brak zainteresowania.
- Ona jest nieprzytomna - spokojnie wyrecytował Leo, mimo narastającej w nim wściekłości.
- No własnie. Dopóki jest nieprzytomna, nie ma pan po co tu przychodzić - patrzył w monitor.
- Widzę, że chce pan rozmawiać trochę inaczej - podniósł się z krzesła - Jakim to debilem trzeba być, żeby nikomu nie mówić o stanie kobiety leżącej na oiomie! - śmiał się kpiąco - Skoro przyjechałem z nią tutaj, skoro to wydarzyło się w moim domu, to chyba o czymś to świadczy.
- Takie są przepisy.
- Nie obchodzą mnie one. Jestem jej narzeczonym i tak pan będzie odpowiadał, jeżeli ktoś się zapyta, jasne? - oparł się o biurko.
Lekarz szybkim ruchem ręki wyciągnął dokumenty z szuflady. Na wierzchu miał zapis badań Antonelli.
- Musieliśmy uspokoić pracę serca, biło wyjątkowo niemiarowo. Zrobiliśmy płukanie żołądka, by nie dochodziło do wymiotów. Nie przewiduje się żadnych obrażeń, w sensie... efektów ubocznych. Jutro wszystko powinno wrócić do normy. Mało zabrakło do katastrofy. Śmiertelna dawka to 10 gram, pani Roccuzzo wzięła na oko dziewięć. Będzie pod opieką psychologów gdy się obudzi, takie rzeczy nie dzieją się bez powodu. - gniewnym spojrzeniem obrzucił Messiego po raz ostatni, bowiem Argentyńczyk z hukiem opuścił jego gabinet. Przeszedł cały korytarz, aż do sali, w której leżała jego koleżanka. Przy drzwiach na krześle chrapał Fabregas.
- Obudź się debilu - szturchnął go Lionel, wobec czego Cesc szybko się obudził. Zmierzył wzrokiem stojącego naprzeciwko niego przyjaciela i raz jeszcze próbował sobie przypomnieć, co tutaj robi.
- Co z tą twoją... - podrapał się po głowie, jednak wciąż nie potrafił zapamiętać imienia brunetki.
- Antonellą - wywrócił oczami - Nie jest tak źle.
- To super, mogę już jechać? - poprawił się na krześle.
- Nie.
- No i po co ja ci tutaj?
- Jak zapiłeś swój krzywy ryj i zabrali cię na izbę wytrzeźwień, to kto cię stamtąd zabierał?
Hiszpan zrezygnował z dalszej dyskusji i podszedł do automatu z kawą. Włożył banknot wartości dziesięciu euro, a maszyna ani nie nalała kawy, ani nie zwróciła pieniędzy. Rozwścieczony Fabregas począł przeklinać na "pierdolony zjadacz forsy", co jednak nie przyniosło żadnych efektów. Dopiero po kilku kopniakach Cesc dostał swoje pieniądze z powrotem. Kilka pielęgniarek z wymalowanym na twarzach zdziwieniem oglądały szopkę w wykonaniu piłkarza. Leo dusił się ze śmiechu.
- Oszuści, kurwa. Najlepiej wszystkich okradać! - mówił idąc w stronę Messiego.
- Już nie bądź taki Żyd, Fabs. Miliony na koncie i będzie się o 10 euro bulwersował.
- No ciekawe co ty byś zrobił, bogaczu.
Zrezygnowanie pokręcił głową i podszedł do oszklonych drzwi, przez które dostrzegł Antonellę. Mozolnie otwierała i zamykała oczy, rozglądając się po pomieszczeniu. W pewnym momencie zauważyła Messiego przylepionego do szyby i posłała mu lekki uśmiech, który sprawił, że jego serce się zatrzymało. Zawołał pielęgniarkę, a za pielęgniarką wszedł lekarz. Leo jednak wciąż musiał pozostać na zewnątrz. Po krótkiej naradzie na sali, otworzyły się drzwi. Pielęgniarka pchała łóżko, na którym leżała Roccuzzo. Zadecydowano o przenosinach na salę pojedynczą, co dawało Lionelowi możliwość bycia bliżej Argentynki.
- Sprawy nabierają tempa trochę szybciej, co nas cieszy. Z tym, że pani Roccuzzo niedługo będzie podpisywać dokumenty, na których wpiszę osobę upoważnioną do otrzymywania informacji i nie ma sposobu, by obejść ten obowiązek. - uśmiechnął się dość ironicznie. Leo z Cesciem poszli za łóżkiem aż na salę.

*
Nadeszła środa. To był nie tylko dzień wyjścia Antonelli ze szpitala, ale również wyjazdu Lionela. O godzinie dziewiątej musiał pojawić się na lotnisku, by stamtąd wylecieć do Zurychu na ceremonię wręczenia Złotej Piłki. Nie mógł się wczuć w tak ważny dla niego dzień, wciąż rozmyślał o tym czy Fabregas poradzi sobie z odebraniem Anto i czy nie zrobi czegoś głupiego. Przykładowo: mógłby wspomnieć o dzieciach lub śmierci, mimo dwu godzinnej lekcji na temat tego co mówić, a czego nie przy Antonelli. Największym problemem było jednak podobieństwo Cesca do zmarłego Sergio, ale skąd Leo mógł to wiedzieć? Hiszpan stał pod budynkiem i gapiąc się bezsensownie w szybkę iPhone'a, oczekiwał nadejścia przyjaciółki Messiego. Ubrana w jasne jeansy i brązowy płaszcz Argentynka powoli schodziła po schodach. Fabs zauważył ją, gdy przeszła ich połowę, więc szybko pobiegł jej na pomoc. Zapatrzyła się w niego po raz kolejny.
- Idziemy? - zapytał lekko speszony.
- Tak, tak. - odpowiedziała szybko poprawiając niesforny kosmyk swoich długich włosów. 
W ciszy jechali do wspólnej dla Messiego i Fabregasa willi. Myśl, że Antonella ma zamieszkać z dwoma facetami trochę ją przerażała. Byłoby łatwiej gdyby był tam sam Lionel - jego bowiem darzyła zaufaniem. Nie wiedziała, czego można się spodziewać bo jego przyjacielu, bo sytuacje w jakich się znajdowała razem z Hiszpanem nie były zbyt proste do interpretacji. Co gorsza: Lionel wróci dopiero jutro rano. Gdy dojechali, Cesc szybko zajął miejsce na kanapie i włączył telewizor. Na Barca TV na bieżąco informowano o Messim, który już wylądował w Zurychu. Antonella położyła walizkę przy samym wejściu i po raz kolejny przyłapała się na tym, jak  wpatruje się we współlokatora. Jego obraz twarzy jakby się zamazał, a zamiast tego Antonella widziała już Sergio.
- Dziwnie się czuje, gdy cały czas na mnie patrzysz. - przerwał jej.
- Przepraszam - przeczesała włosy i usiadła na drugim końcu kanapy - Po prostu... przypominasz mi mojego męża. - spuściła wzrok i poczęła bawić się paznokciami.
Uniósł brwi zdziwiony i chcąc wykorzystać idealną sytuacje, zastanowił się jak zacząć to co właśnie  postanowił.
- Ty mi nikogo nie przypominasz. Nigdy nie spotkałem kogoś o tak cudownej urodzie. - uśmiechnął się, na co ta zdziwiona uniosła głowę. Fabs na czworaka przemieścił się bliżej Antonellli - Zakochałaś się we mnie - wyszeptał jej prosto do ucha.
- Nie. - odpowiedziała szybko, jednak nie protestowała.
- To jakbyś to nazwała?
Nie odpowiadała. Fabregas uznał, że może działać. Odgarnął jej włosy na plecy i pieścił wargami jej szyję. Wciąż nie miała nic przeciwko - wręcz odwrotnie - odchyliła głowę i z zamkniętymi oczami degustowała się każdym dotykiem Hiszpana. Swoimi ustami dotarł wreszcie do jej ust. Objął jej twarz dłońmi i przez moment przyglądał się jej. Czując brak reakcji, otworzyła oczy i przejęła inicjatywę, całując go namiętnie. Usiadła na jego kolana, a wtedy zdjął z niej bluzkę. Jeździł dłońmi po jej brzuchu i plecach, całując ją, aż dotarł do biustonosza który odpiął. Schodził wargami coraz niżej, aż położył ją na łóżku. Szybko zdjął z siebie ciuchy, a następnie rozpiął spodenki Antonelli i delikatnie je ściągnął. Majtki ściągnęła sama, tak jak i Cesc. Raz jeszcze obdarzył jej piersi dotykiem, po czym powoli wszedł w nią. Z każdym ruchem jęczała co raz głośniej. Po chwili Fabregas opadł z sił i położył się zdyszany obok niej.

*

Po porannym zajściu Antonella robiła wszystko, byleby tylko nie natknąć się na kolegę. Kolegę, właśnie. Męczyło ją zastanawianie się nad tym co powiedział jej przed tym niefortunnym zdarzeniem. Słowa "zakochałaś się we mnie" obijały się po jej głowie bez przerwy. Przecież gdyby nie była to prawda, z łatwością wyrzuciła by je z głowy. Tak czy inaczej, nadszedł moment, w którym nie da rady Cesca wyminąć. Bez słowa weszła do salonu i przysiadła się do współlokatora. Przez całą galę wręczenia Złotej Piłki, nie spojrzała na niego razu. Co nie oznacza, że o nim nie myślała. Myślała o nim na tyle intensywnie, że nie potrafiła się skupić na transmisji. Wyrzuciła go z głowy dopiero gdy nadszedł moment zwieńczenia gali, czyli wręczenie najbardziej prestiżowej i jednej z ważniejszej dla Lionela nagrody. Na ekranie pokazano cztery perspektywy. Jedna wskazywała Cristiano Ronaldo, druga Lionela, trzecia z kolei Andresa Iniestę. Cesc zaciskał kciuki krzycząc na przemian imiona swoich klubowych kolegów. Antonella w duszy powtarzała "wygrasz to Leo, wygrasz", dopóty nie usłyszała z telewizji głośnego "LIONEL MESSI!". Pisnęła głośno i podskoczyła z radości, podobnie jak Fabregas. Leo z szerokim uśmiechem wszedł na scenę po piłkę.
- Dedykuję tę nagrodę Antonelli, która kiedyś powiedziała, że będę piłkarzem, że ludzie mnie pokochają. Teraz stoję tutaj i odbieram piątą Złotą Piłkę. - uśmiechnął się unosząc ją wysoko.

*

Fabs najwyraźniej zmęczony przebiegiem dnia, położył się spać tuż po zakończeniu gali. Antonella nie miała ochoty spać i niby oglądała telewizję, ale tak na prawdę, jak co nocy rozmyślała o przeszłości. O czwartej nad ranem usłyszała, jak ktoś przekręca kluczyk w drzwiach i nie mógł być to nikt inny jak Messi. Usiadła na kanapie po turecku i spoglądała w stronę wejścia, z którego wyłonił się Lionel ze swoją ulubioną indywidualną nagrodą w ręku. Pobiegła w jego stronę i przytuliła go mocno.
- Udało ci się! - krzyknęła.
Z uśmiechem odłożył Złotą Piłkę na stolik i popatrzył znów na Argentynkę.
- Fabs debil miał cię pilnować, jest środek nocy a ty nie śpisz.
- Pilnował aż zbyt dobrze. - powiedziała cicho.
- Hm? - zapytał ściągając marynarkę.
- Po prostu nie mogę zasnąć. - skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o ścianę.
Messi przyglądnął się jej i wyraźnie posmutniał.
- Uśmiechnij się, masz piątą Złotą Piłkę! - przytuliła go.
W nie tym momencie co trzeba, do salonu wszedł Cesc. Swoim spojrzeniem wbił Antonellę w ziemię.
- Gratulacje stary! - przybił sobie z nim grabę - Oddaj mi jedną, co? - uśmiechnął się i popatrzył w stronę Antonelli, która z nietęgą miną opierała się o ścianę.
Gdy rozmowa piłkarzy się rozkręcała, Roccuzzo cicho przemknęła do swojej sypialni na górze. 
Zapłakana położyła się do łóżka i ledwo usłyszała, że ktoś puka do jej drzwi. Szybko wytarła łzy i krzyknęła "proszę", domyślając się że to Leo.
- Cesc mi ukradł Złotą Piłkę - wszedł do pokoju z udawaną smutną miną. 
- Jedna w tę, czy we w tę. - powiedziała obojętnie.
Kucnął przy jej łóżku i spojrzał w jej oczy. Po momencie Antonella zalała się kolejnymi łzami, mimo próby udawania silnej. Położyła się na brzuchu i wypłakiwała w poduszkę. Gdy się uspokoiła, podniosła się do pozycji siedzącej i przytuliła do Lionela.
- Dziękuję. Zginęłabym gdyby nie ty. 
Lionel usiadł na łóżku nie uwalniając się przy tym od jej uścisku. 

***

Po tym rozdziale zwątpiłam już totalnie w swoje umiejętności hahaha
Po miesiącu bodajże przerwy wrzucam ten rozdział, bo jakimś tam cudem napisaliście te 14 komentarzy
Jakby ktoś nie wiedział - w pewnym momencie było ich tylko 8 i nie chciało być więcej

I małe wytłumaczenie co do tej kofeiny, bo pojawił się komentarz że woo messi i kofeina
a więc piłkarze mogą przed meczem zażywać kofeinę, ale tylko jakąś tam małą dawkę :)
śmiać mi się z tego rozdziału chce i miałam ochotę go nazwać "wszyscy wiemy jak to się skończy", bo przecież doskonale wiedzieliście już że będzie coś z Fabsem po drugim rozdziale, a co dopiero po tym jak z nim została sama hahaha
już wtedy też to wiedziałam ale nei sądziłam że tak szybko

aż mi wstyd to dodawać, bo jakoś oszpeciłam Anto :( no ale ok, mózg mi szaleje przez to że tyle nie pisałam
i macie pierwszą w mojej skromnej karierze scene 18+ :*



mmmmm