- Rozmawiam z panią Antonellą Roccuzzo?
- Tak, to ja - uśmiechnęła się, stąpając do kuchni.
- Żona Sergio Guerry?
- Tak. Mogę wiedzieć z kim rozmawiam?
- Juan Rossi, młodszy aspirant. Niestety muszę panią o tym poinformować - zrobił głośny wdech - Pański mąż miał wypadek.
- Mój Boże - upuściła nóż i złapała się za głowę - Co z nim, co z moim dzieckiem? - krzyczała.
- Dziecko? Jechało z nim dziecko?
- Tak! Co z nimi? W jakim są stanie? - mówiła zdenerwowana - Gdzie oni są?
- Nie mogę pani udzielić takich informacji przez telefon. Wypadek był na skrzyżowaniu Miguelza, tutaj jest pani dziecko, a mąż pojechał już do szpitala.
Anto rozłączyła się i w pośpiechu wyłączała gaz na kuchence. Ubrała buty i chwilę później siedziała już w służbowym samochodzie Sergiego. Skrzyżowanie Miguelza było niedaleko, toteż szybko zjawiła się na miejscu zdarzenia. Trzasnęła drzwiami i cała we łzach podbiegła w stronę radiowozu. Dopiero gdy się zatrzymała, rozejrzała się po ulicy i była przerażona. Dotarło do niej, co mogło się stać. Auto, którym wyjechał dziś jej mąż z Alexem było zmasakrowane. Wokół niego kręcili się strażacy, którzy krzyczeli do siebie w nerwach. Zaparkowały tutaj dwie karetki, lecz nigdzie nie było Alexandra, co przeraziło ją doszczętnie.
- Gdzie jest moje dziecko? - krzyczała, a łzy spływały jej po policzkach.
- Pani Antonella? - podszedł do niej niski mężczyzna w mundurze - Z przykrością informuję panią, że pański mąż zginął na miejscu.
Argentynkę wmurowało w ziemię. Ta informacja wydawała się dla niej tak nierealna, że skłonna była stwierdzić, iż to tylko głupi żart. Przypomniała sobie, jak jeszcze kilka godzin temu budziła się obok niego - przystojnego, wysokiego bruneta. Przełknęła głośno ślinę i próbowała oddychać głęboko, co przychodziło jej bardzo ciężko.
- A co z moim dzieckiem? - wycedziła przez łzy.
- Wciąż nie mamy ciała pańskiego dziecka. Tak mi się przynajmniej wydaje - oznajmił, zaglądając za plecy Roccuzzo - Jednak już jest - westchnął.
- Nie żyje - przekazał ratownik medyczny.
Ledwo widząca przez łzy brunetka obróciła się i zobaczyła jak noszach niosą jej synka. Przeżyła dosłowny szok, widząc zmasakrowane ciało własnego potomka. Przez moment ślepo patrzyła przed siebie, aż w końcu bezsilnie upadła na ziemię. Siedziała w środku całego zamieszania, jednak nikt nie zwrócił uwagi na to, jak cierpi. Jak przeżywa stratę wszystkiego, co było dla niej ważne. Często przedtem myślała, jak wyglądałoby jej życie, gdyby straciła swojego męża i dziecko, lecz szybko wyrzucała te myśli z głowy, by nie daj Boże wydarzyło się coś takiego. Aczkolwiek już wówczas wiedziała, że nie potrafiłaby żyć bez swoich chłopców. Budziła się obok nich i kochała ich całym swoim sercem. Co może czuć matka, która traci swoje dziecko? Bezsilność, pustkę wewnętrzną. Pustkę, którą można równie dobrze nazwać plamą nie do załatania. Z własnym potomkiem łączy nas coś więcej niż miłość, wdzięczność, czy troska. Dzieci są przywiązane do swoich rodziców pewnymi niewidzialnymi, a jakże mocnymi więzami, które rozciągnięte na zbyt dużą odległość, kują prosto w serce. Dystans pomiędzy niebem a ziemią jest ogromny. Antonella była pewna, że Alexander patrzy na nią już z góry, siedząc gdzieś pomiędzy aniołkami. Okropnie dobijał ją fakt, że straciła go tak szybko. Nie umiała pogodzić się z tym, że nigdy więcej nie usłyszy jego głosu, ani nie zobaczy jego uśmiechu. Że nie nauczy go czytać, czy pisać. Jeśli tylko byłaby taka możliwość, oddałaby swoją duszę Bogu, byleby ten sprowadził jej dziecko na ziemię.
*
- Powinnyśmy już iść - szepnęła do Antonelli matka Sergiego.
Antonella raz jeszcze spojrzała na grób, a z jej oczu wylało się swobodnie kilka łez. W ciszy kobiety skierowały się do wyjścia z cmentarza, gdzie pożegnały się i odjechały. Antonella wbrew własnej woli wróciła do domu. Nie chciała tam być, ze względu na wspomnienia, jakie skrywało to miejsce. Pomimo tego, gdy tylko przekroczyła próg, zostawiła torebkę i ruszyła na piętro, do pokoju jej synka. Usiadła na łóżku i wpatrywała się w zabawki porozwalane po całym pomieszczeniu. Złapała się za ulubionego misia Alexandra, a przed oczami znów pojawił jej się obraz zmasakrowanej twarzy swojego syna. Przytuliła maskotkę i wybuchnęła płaczem. Zasnęła po raz pierwszy od tygodnia. Śniło jej się, że z uśmiechem chodzi po jakimś mieście położonym nad morzem i rozdaje ulotki. W głowie Antonelli zaświeciła się żarówka i przypominała sobie nazwy miast położonych nad morzem. Pierwszym pomysłem była Barcelona. Na laptopie sprawdziła loty do Katalonii i po dłuższym zastanowieniu, zarezerwowała jeden na jutrzejszy wieczór. Następnego dnia, mimo nieprzespanej nocy i okropnym bólu głowy, Antonella krzątała się po całym domu, pakując najważniejsze rzeczy. W między czasie wydrukowała kilkadziesiąt CV, które mają jej pomóc w szukaniu pracy. Sergio pracował w wielkiej korporacji na dość znaczącym stanowisku, a więc zostawił po sobie wiele pieniędzy, również z ubezpieczenia, ale Argentynka potrzebowała zatrudnienia chociażby do tego, by przyćmić swe myśli. Spakowana i gotowa, punkt 18 wyjechała taksówką spod domu, w którym spędziła najlepsze momenty swojego życia. Z bólem serca po raz ostatni pozostawiła swój wzrok na posesji i wyruszyła na lotnisko, by odciąć się od przeszłości.
*
Po dwóch dniach w Barcelonie, Antonella znalazła mieszkanie. Już w czwarty dzień pobytu przeżywała pierwszy dzień w nowej pracy. Została kelnerką w Rubi Barze, jednym z najbardziej ekskluzywnych klubo-barów w Barcelonie. Obawiała się, że nie da rady, że coś w tym miejscu może jej przypominać o przeszłości i nie pozwoli skupiać się na pracy. Mimo obaw, po pierwszych trzech godzinach była zadowolona z siebie i tego, że nie myśli o synku i mężu.
- Dla mnie butelka wódki i dwa kieliszki, mała - powiedział łysy i umięśniony facet siedzący w loży.
Antonella starała się nie zwracać uwagi na sposób, w jaki do niej mówił. Ruszyła do baru, gdzie podano jej to, o co prosił.
- Myślisz, że po co mi te dwa kieliszki? Siadaj ze mną. - przekonywał zalotnie, gdy Argentynka postawiła alkohol na stoliku.
- Jestem w pracy.
- Siadaj - powiedział bardziej stanowczo i złapał ją za biodra, przyciągając na swoje kolana.
Roccuzzo szybko wstała i błyskawicznie przebierała nogami w stronę zaplecza. Mężczyzna jednak postawił na swoje i złapał ją za ręce, gdy ta starała się uciec.
- Powiedziałem coś nie jasno? - szeptał jej do ucha, wkładając rękę pod bluzkę.
Anto zaczęła wrzeszczeć i nakazywała mu przestać, ale on dalej robił swoje. W końcu jednak na horyzoncie pojawił się mężczyzna, którego Antonella dobrze nie widziała. Ten przyłożył zboczeńcowi pięścią w twarz i pojawiła się ochrona. Argentynka ze łzami spływającymi po policzkach obróciła się, by zobaczyć swojego 'wybawiciela'. Jednak widok TEJ twarzy przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Stał przed nią Lionel Messi. Nie tylko najlepszy piłkarz na świecie, lecz także kolega Antonelli z lat młodości. Patrzył na nią w ten sam sposób, co przy ich ostatnim spotkaniu kilkanaście lat temu. Wówczas lubiła w nim tę nieśmiałość, intrygowała go. Niemniej, każda próba rozmowy z tak wstydliwym chłopcem kończyła się w punkcie początkowym. To irytowało młodą Argentynkę. Cieszyła się, że ma okazję zobaczyć go w tym miejscu. Ilekroć słuchała o nim w telewizji, była dumna, że mogła widzieć jak zaczyna. Zawsze powtarzała swojemu kuzynowi, że ten chłopak, ten niski Messi zrobi karierę, że ludzie będą go kochać.



Bardzo fajnie się zapowiada ♥ Ciekawy pomysł jak na początek :) /Gosia
OdpowiedzUsuńJejku, jejku, jejku! <3
OdpowiedzUsuńCudowny pomysł, wykonanie jeszcze lepsze! ;)
Czekam na następne rozdziały :D
Ojej, wzruszyłam się!
OdpowiedzUsuńJak na początku przeczytałam, że ma męża i synka, przeczuwałam, że zginął x.x
Pięknie go napisałaś ♥
Jejku, jaka ja jestem pod jarana Leonellą w twoim wykonaniuuu! < 33333
Czekam na nn i nie karz mi długo czekać < 333333333
Świetnie się zaczyna<3
OdpowiedzUsuńLeo Messi uderza jakiegoś faceta pięścią w twarz - ten widok musiał być bezcenny :o
Czekam na kolejny <3
Taki smutny początek :(
OdpowiedzUsuńŚwietnie się zaczęło *.* Jeju takie .... no .....brak mi słów.. czekam na kolejne z niecierpliwością
kaii
Taki smutny ;c
OdpowiedzUsuńLeo przywala twarz jakiemuś facetowi :D
Widok epicki :D
Czekam na nn <3
Ciekawie się zapowiada :)
OdpowiedzUsuńTragiczny, ale świetny :D
OdpowiedzUsuńCiekawy wstęp :D
Czekam na nowy :)
Czy to wszystko jest naprawdę ?
OdpowiedzUsuńTy jesteś genialna! <3
OdpowiedzUsuńBoże normalnie to jest wszystko cudowne *w* Wszystko tak pięknie opisałaś, no muszę przyznać, że się poryczałam przy tym wypadku i długo nie mogłam się pozbierać, żeby napisać ten komentarz <3
Jesteś genialna jak i ten blog <3 Nic więcej nie mam do dodania! CUDO! *w*
Czemu ty zawsze wiazesz Anto z jakims innym facetem?!
OdpowiedzUsuńZnowu sie poplakalam :'( i to przez ciebie :'( a kysz szatanie :x
rozdzial genialny ✿
Leo juz sie tam nia zaopiekuje XD
Czekam na wiecej ♥
Aż się popłakałam, jak czytałam o tym, że Anto straciła wszystko ;_;
OdpowiedzUsuńAle ten wstydliwy chłopiec, który nie jest już chłopcem) chyba przywróci jej nadzieje na szczęśliwe życie, co nie? :P
Czekam na kolejny ♥
Ojej :) <3. Świetny, świetny <3.
OdpowiedzUsuńBardzo fajny :)
OdpowiedzUsuńSzkoda tej Anto no i szkoda, że nie było nic o Messim w tym rozdziale, tylko taki maleńki fragment :(
Strasznie mi szkoda Antonelli, że tak to się wszystko potoczyło z tym wypadkiem, mam nadzieję, że kolejne rozdziały są bardziej optymistyczne :)
OdpowiedzUsuńZnowu to robisz! Piszesz świetne opowiadania o Leonelli!!!
OdpowiedzUsuń