środa, 30 kwietnia 2014

4: Zawsze cię kochałem

(zmieniam narrację na pierwszoosobową, dawno tak nie pisałam :o)

Czy to możliwe, że się w niej zakochałem? W pierwszej miłości swojego przyjaciela? Może to jeszcze nie miłość? Jeśli czuję szybsze bicie serca i mocny ścisk w żołądku, gdy ktoś wypowiada przy mnie jej imię, to chyba nie oznacza, że się zakochałem? Prawda? Prawda. Niech tak pozostanie. A jeśli nawet tak nie jest, to niech będzie. Muszę pozostać tym samym, dobrym kumplem dla Leo. Tak jak ja, nie mówi wprost o swoich uczuciach do Antonelli, ale nie jestem debilem. Wiem, co się święci. Skoczyłby za nią w ogień.
- Cescu najdroższy, mógłbyś się przesunąć? - rzucił Leo, zamiatając kuchnię.
Zorientowałem się, że stoję na środku pomieszczenia i szybko się ocknąłem. Oparłem się o blat.
- Maria nie przychodzi? - zapytałem o gosposie.
- Nie - wypowiedział radośnie - Antonella tu dziś przyjdzie.
Znowu to samo: serce przystanęło, a żołądek się wykręcił.
- Po co? - zadałem te pytanie z udawaną obojętnością.
- O 1 w nocy mamy samolot do Rosario.
Zrobiłem przerażoną minę.
- Jest rozprawa o tego jej męża, ma dostać odszkodowanie i takie tam. Jadę jako wsparcie - wyparł dumnie pierś - Martino nie dał mi wolnego - zaśmiał się.
Mówiłem wskoczy za nią w ogień. Widział ktoś kiedyś Messiego na wagarach? Wolne żarty. Poczułem zazdrość, to ja chciałbym robić dla niej takie rzeczy. Te zakazane, by tylko widziała jak mi zależy. Każdego dnia zabierałbym ją w nieznane miejsca, uciekając od rzeczywistości. Obudź się, Cesc, ona nie będzie twoja.
- To miłe z twojej strony - wydukałem i zająłem się jedzeniem jabłka, które trzymałem w ręku. Leo patrzył na mnie zupełnie jakby wiedział o czym myślę. Trzeba było jakoś rozluźnić atmosferę. - Wyglądasz jak ciota z tą miotłą w ręku. Antonella chyba nie będzie z lupą patrzeć na podłogę w kuchni.
Wypowiedzenie jej imienia przyniosło mi większą trudność niż strzelenie gola.
- Kurwa, pomógł byś coś a nie marudzisz - pokazał ręką syf dookoła nas.
- Przecież ona z nami mieszkała i nic nie jej nie przeszkadzało.
- Bo przez te dwa dni nie zdążyliśmy nabrudzić. A w dwa tygodnie owszem.
- Jak to? - zmrużyłem oczy - To pani Marii już tak długo nie ma?
- Pojechała na wakacje w ten sam dzień, w który Antonella wróciła do siebie.
- Pierdolisz. Od kiedy gosposie jeżdżą na wakacje w zimę? - zaśmiałem się.
- Ale ty jesteś głupi, Fabregas. - odstawił miotłę i zebrał śmieci na szufelkę. Postraszył mnie, że niby wyrzuci na mnie śmieci po czym wyrzucił je do kosza. Poszedł po mopa, ale mnie już tam nie było, nie widziałem jak się kompromituje. Powolnym krokiem wszedłem na górę do sypialni.  Po drodze wtopiłem wzrok na kanapę, gdzie razem z Antonellą przeżyliśmy swój pierwszy - i wszystko wskazuje na to, że ostatni - wspólny raz. Wściekły na siebie, rzuciłem się na łóżku i wydzierałem się do poduszki.  W tamtej chwili nienawidziłem Messiego, byłem gotowy zawalczyć o Anto nie zwracając uwagi na jego uczucia. Moment później, kiedy podniosłem się z łoża, myślałem już całkowicie inaczej. Do łazienki wszedłem jakbym szedł na skazanie. Przyjrzałem się sobie w lustrze. Co jest z tobą nie tak, Fabsiu? Zawsze zadowalały cię panienki wyrwane na ulicy, a teraz co? Ogarnij się, Soler! Ostatnie zdanie wykrzyczałem tak głośno, żeby pozbyć się całej skumulowanej we mnie złości. Udało się. Zadowolony wróciłem do pokoju, gdzie zastałem Leo.
- Pojebało cię do reszty? Co ci jest? Zachowujesz się jak nienormalny - zmarszczył się.
- O co ci chodzi? - udałem zdziwienie.
- Wydzierasz się jak psychol jakiś.
- Przesłyszało ci się - wyminąłem go i zszedłem na dół. Przy samych drzwiach wyjściowych włożyłem na siebie kurtkę i już chciałem wyjść, kiedy przed wejściem ujrzałem Jej twarz. Jakbym ujrzał anioła. Włosy powiewały jej na wietrze, otulała się rękoma. Znów w tym brązowym płaszczu. Pięknie jej w nim było, idealnie pasował do jej oczu. Oczu, które beznadziejnie patrzyły na mnie. Na chwilę zasłoniła je powiekami, a gdy już zaciągnęła się świeżym powietrzem po raz ostatni, jak gdyby nigdy nic, ominęła mnie i przywitała się z Leo stojącym w głębi domu. Messi w objęciu Roccuzzo był ciosem prosto w serce. Z hukiem opuściłem willę.



*

- Coś dla państwa? - usłyszałam za sobą głos stewardesy, która z wózkiem była już przy moim fotelu w samolocie i przestraszona popatrzyłam na nią. Leo kupił dla siebie butelkę wody i proponował coś także mi, jednak zrezygnowałam. Ułożyłam się wygodnie na miejscu i  z głową ułożoną na oparciu patrzyłam na mojego przyjaciela. Leo, Cesc, Sergio. I tak w kółko.  Czy Sergio chce, żebym była szczęśliwa za wszelką cenę? Jak zareagowałby Lionel, kiedy dowiedziałby się o tym, co zrobiłam z Fabregasem, gdy on był w Zurychu? Co czuje do mnie Cesc? Wciąż zero odpowiedzi. Jedno było pewne: nie kochałam i nie kocham Fabregasa. Jedyne co mnie do niego przekonało to uporczywe podobieństwo do Sergio. Nigdy więcej do niczego nie dojdzie. Nie minęło wiele czasu odkąd pogodziłam się ze śmiercią, tymczasem nadchodzą kolejne problemy. To Leo był moim aniołem stróżem. Ile razy zastanawiałam się, co by było, gdybym go nie spotkała. Powinnam chyba podziękować temu zboczeńcowi, który do mnie lgnął. Gdyby nie on, Leo nie miałby kogo ratować. Zrobił dla mnie niemożliwie wiele rzeczy w ciągu tego miesiąca odkąd jestem w Barcelonie. Czuwał przy mnie w szpitalu, pozwolił mi u siebie mieszkać, zadedykował mi Złotą Piłkę, gola, hat-tricka. Słowem, robił wszystko by podnieść mnie na duchu. Dzwonił co dwie godziny, by dowiedzieć się, czy wszystko w porządku. A kiedy nie było w porządku, rozmawiał ze mną. Rozumiał i rozumie mnie lepiej niż ja samą siebie. Pomógł mi ułożyć moje przewrócone do góry nogami życie.

 "Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ale miłość to kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze."

 *

Bienvenidos en Rosario. Ten wielki napis przywitał mnie w Argentynie zgodnie z jego przeznaczeniem. Wysiedliśmy z samolotu i autobusem przemieściliśmy się na samo lotnisko. Kiedy wjeżdżaliśmy taksówką do miasta, kurczowo złapałam Leo za rękę. Popatrzył na mnie z troską w oczach i pogładził mnie kciukiem po dłoni, jakby chciał powiedzieć "będzie dobrze". Jak mogło być dobrze, kiedy odwiedzałam miasto, które pamiętam tylko jako miejsce śmierci mojego męża i syna? Jakby mało było mi wrażeń, taksówkarz wiózł nas przez to samo skrzyżowanie, na którym trochę ponad miesiąc temu doszło do wypadku. Wybuchnęłam płaczem, gdy przywołałam obrazki tamtego południa. Lionel przytulił mnie do siebie i uspokajał mnie niczym niemowlę: głaskał mnie po głowie i szeptem powtarzał "cichutko". Zupełnie tak, jak ja uciszałam Alexa. Kolejny powód do płaczu. Dojechaliśmy na miejsce, pod dom rodziców Messiego. Nie chciałam odwiedzać moich - jak zniknęłam, to zniknęłam. Zbyt wcześnie bym mogła z nimi rozmawiać. Zapłakana wysiadłam z taksówki. Leo ruchem dwóch dłoni wytarł moją twarz z łez i zajął się walizkami. Wówczas przed dom wyszła cała rodzina Messi.  Bracia Rodrigo i Matias, siostra Maria Sol, ojciec Jorge, którego poznałam w Barcelonie i przesympatyczna Celia, matka Lionela. Wszyscy mnie pamiętali. Chwilę potem zasiedliśmy w salonie, by zjeść obiad. Mimo faktu, że znałam tę rodzinę od dawna, czułam się niekomfortowo. Ostatni raz w komplecie widziałam ich kilkanaście lat temu. Byłam więc jedyną, którą nie łączą żadne geny z kimś obok. Siedziałam cicho, kiedy Lionela wypytywano co u niego i czy nie powinien być w Barcelonie. Jorge, jako jego agent i osoba, która nie lubi wyznawać uczuć, nie omieszkał Messiego zganić za nieobecność na treningu. Zapadła niezręczna cisza. Poczułam na sobie wzrok Matiasa. 
- Czy wy - zaczął niepewnie - a nieważne - skończył i wrócił do jedzenia steku.
- Nie jesteśmy razem - Leo zaśmiał się i popatrzył w moją stronę. Wysłałam mu lekki uśmiech i pochyliłam się nad talerzem.
- Wytłumacz mi chociaż, Leo, po coś tu przyjechał. Chyba nie opuściłeś treningów, żeby zjeść z nami obiad, co? - zapytał chłodno najstarszy Messi.
- To ci usiłowałem powiedzieć jak się na mnie darłeś - odpowiedział z wyrzutem - Jesteśmy tu, bo Antonella ma dziś rozprawę w sądzie - z każdym słowem mówił co raz ciszej.
Celia wymieniła spojrzenia z najmłodszym synem, dokończyła przeżuwać jedzenie i zwróciła się do mnie.
- Jak się trzymasz po tym wszystkim? - usłyszałam troskę w jej głosie. 
- Jest co raz lepiej - pokiwałam głową z uśmiechem - Leo bardzo mi pomógł - pogładziłam go po ramieniu.
Z uznaniem uśmiechnęła się do Lionela.
- Cieszę się, że tu jesteś. Jestem pewna, że jeszcze w życiu będziesz szczęśliwa jak wtedy. - ciepło się uśmiechnęła, co odwzajemniłam. 
Kilkanaście minut później, po długiej dyskusji, czy Jorge powinien lecieć do Barcelony razem z nami, Leo poinformował rodzinę, że wychodzimy, bo przed rozprawą ma mi jeszcze coś do pokazania. Na szczęście udało mu się również przekonać ojca, że nie jest mu w Katalonii do niczego potrzebny. W przeciwnym razie musiałabym z nim odbyć długą podróż... Przed wyjściem obydwoje musieliśmy się przebrać odpowiednio do sądu. Wsunęłam na siebie czarną sukienkę z krótkim rękawem, obcisłą na biuście, a pod nim luźno opadającą do połowy ud. Rajstopy były zbędne przy upale, więc wyszłam gotowa z łazienki i kiedy Lionel zmieniał ubranie, włożyłam na nogi czarne lakierowane szpilki. Z torebki wyciągnęłam szczotkę i przy lustrze w przedpokoju przeczesałam szybko włosy. Wtem Leo zamknął za sobą drzwi łazienkowe i niemal przyprawił mnie o mdlenie. Biała koszula niedopięta do samej szyi odkrywała fragmenty jego obojczyków. Granatowa marynarka i spodnie od garnituru. Nie wyglądał nazbyt elegancko, wyglądał seksownie. 
- Chodź, mamy mało czasu - przejechał ręką po mojej talii, idąc do drzwi. Zaczekał przy nich na mnie i razem opuściliśmy budynek. Na pieszo przeszliśmy całą ulicę i skręciliśmy w lewo, gdzie ujrzałam znany mi budynek. Naszą podstawówkę. Tam się poznaliśmy. 
Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, co Leo natychmiastowo zauważył. Weszliśmy na teren szkoły i przystanęliśmy na boisku.
- Nigdy nie zapomnę jak w walentynki przyszedłem tutaj przed szkołą - zaśmiał się, jednak kontynuował - Potem przyszedł Fran' z tobą. Powiedziałaś, że świetnie gram - popatrzył na mnie - chciałem ci odpowiedzieć, ale zabrakło mi języka w gębie.
Zaśmiałam się.
- Zawsze chciałem coś do ciebie powiedzieć, a wyszło mi chyba tylko dwa razy. Podobałaś mi się, ale nawet słowem się nie odezwałem. 
- Podobałam ci się? - uśmiechnęłam się.
- Przez całe dwa lata - pokiwał głową. Podeszłam bliżej niego i przytuliłam go mocno. 
- Chciałabym, żeby wszystko było takie łatwe jak wtedy. - po policzku poleciała mi łza.
Ustawił moją głowę tak, bym na niego patrzyła.
- Jeszcze będzie, zobaczysz. - uśmiechnął się i zetknęły się nasze spojrzenia. Włożyłam palce w jego gęste czarne włosy i nie odrywałam wzroku od brązowych tęczówek. Schylił się do mnie i delikatnie musnął moje wargi swoimi. 
- Zawsze cię kochałem - szepnął i pocałował mnie odważniej i namiętniej. Kiedy przestał, wciąż patrzyłam mu prosto w oczy. Nie wiedziałam czy dobrze robię. Jestem wdową dopiero od miesiąca, a już topię się w uściskach innego mężczyzny. Ale nagle jakbym poczuła w sercu, że Sergio chce żebym była szczęśliwa. I byłam cholernie szczęśliwa. Ze łzami w oczach uśmiechnęłam się do Lionela i puściłam go. Było po nim widać jak bardzo jest zmieszany. Dla otuchy wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 

*

Czułem się spełniony. Pierwszy raz w życiu odczuwałem taką euforię. Czekałem na ten moment całe życie, choć nawet o tym nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że potrzebuję się ustatkować dopóki Antonella na nowo nie pojawiła się w moim życiu. Bałem się tego związku, ale liczyłem, że miłość wszystko przezwycięży. Po tym jak odwiozłem ją do jej mieszkania, wróciłem do siebie. Gdy tylko przekroczyłem próg, oczom ukazał się Fabregas stojący w kuchni w samych bokserkach. Właśnie wyciągał mleko z lodówki. Odwrócił się gwałtownie gdy zamknąłem drzwi. Upewnił się, że to ja i bez słowa odwrócił się do mnie plecami. Wypijał mleko prosto z kartonu.
- To moje mleko - zaśmiałem się.
Odwrócił się i uniósł brwi. Patrzył na mnie przez moment, ale nie odzywał się. Zignorowałem go. Rzuciłem torbę na kanapę i poszedłem pod prysznic. Wróciłem po piętnastu minutach, kiedy wybijała druga w nocy. Cesc stał oparty o lodówkę z rękoma założonymi na piersi.
- Mógłbyś się ubrać chociaż jak już tak masz stać całą noc - rzuciłem i skierowałem się do sypialni.
- Nic mi nie opowiesz? - jego głos brzmiał drwiąco. 
Zatrzymałem się na moment, po czym zawróciłem. Zszedłem z powrotem do salonu połączonego z kuchnią. Oparłem się o tył kanapy. Soler opróżniał do końca karton.
- Powiedziałem Antonelli, że ją kocham.
Fabs wypluł mleko przed siebie, na wysepkę kuchenną. Szybko wytarł brodę w rękę i pokręcił głową. 
- No to miłego współżycia małżeńskiego i tak dalej, ja się jutro wyprowadzam.
Zdziwiłem się.
- Co ci jest do kurwy nędzy, Fabregas?
- Może ja ci coś teraz opowiem, hm? - warknął.
- Skoro musisz. 
- Opierasz się o kanapę, na której pieprzyłem się z twoją dziewczyną - wskazał ręką - Wtedy, kiedy lądowałeś w Zurychu. Dokładnie dzień po tym, kiedy tłumaczyłeś mi, jak mam się nią zaopiekować. Powiedziała ci, że tak dobrze się nią zająłem? Bo mi tak. 
- Ty chuju - rzuciłem się na niego. Uderzyłem dwa razy z pięści w twarz i odpuściłem. - Wypierdalaj stąd, masz pięć minut - krzyknąłem. Ten, trzymając się za policzek, wszedł na górę. Oparłem się o blat i schowałem twarz w dłoniach, próbowałem ochłonąć. Fabregas i Antonella w jednym łóżku. Nie miałem jej tego do końca za złe. Było mi co najwyżej przykro. Nie tolerowałem jedynie tego, jak Cesc się o niej wyrażał i jak ją potraktował. Wyszedł z domu po dłuższym czasie niż pięć minut żegnając się ze mną poprzez środkowy palec.

*

- Fabregas?! Boże, co ci jest? - przeraziłam się na widok pobitego Hiszpana w moich drzwiach.
- Twój kochaś mnie pobił - uśmiechnął się ironicznie.
- Co?! - pisnęłam - Powiedziałeś mu?
- Tak.
Chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, jednak zatrzymał je ręką. 
- No przepraszam, nie chciałem.
- Akurat!
- Mogę wejść? - zapytał błagalnie - Mamy o czym rozmawiać.
- Nie chcę, boję się ciebie.
- Przecież ci nic nie zrobię! - podniósł głos - Mogę? - ściszył.
Niechętnie, ale wpuściłam go do środka. Wszedł do salonu i usiadł na sofie.
- Jest druga w nocy - poinformowałam.
- Też się znam na zegarku.
- Jak mamy w taki sposób rozmawiać to do widzenia.
Westchnął. 
- Usiądź - poklepał miejsce obok siebie, jednak usiadłam na drugim końcu kanapy - Nie możesz być z Messim.
- Chyba sobie zaraz powiemy 'do widzenia'. - ziewnęłam.
Przysunął się do mnie. 
- Teraz to ja się zakochałem w tobie - wyszeptał mi do ucha, a jego ręka powędrowała pod moją bluzkę od piżamy. Szybko wstałam i uderzyłam go płasko w policzek. 
- Ile jeszcze razy dziś dostanę? - złapał się za polik.
- Jak jesteś takim debilem to się nie dziw! Do widzenia. - wskazałam szybkim ruchem ręki drzwi wyjściowe.
- Dobranoc kochanie - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się o czasie.

*

Jeden z moich najgorszych rozdziałów, no cóż. :) Wybaczcie mi, że akurat z Cesca zrobiłam takiego psychola. Jeszcze dwa rozdziały do końca. :) Już nie umiem pisać narracją pierwszoosobową... Krótki trochę, ale się dziaaałoooo
enjoy :*


jejku jaka piękna :(

"Wśrod tych wszystkich fantastycznych rzeczy, których nauczyłeś mnie przez 19 lat, zapomniałeś pokazać mi jak żyć bez ciebie." - Carlota Vilanova.

Dziękuję, Tito.






16 komentarzy:

  1. Super rozdział :) Czekam na następny. Cesc psychol XD

    OdpowiedzUsuń
  2. ALE JAK TO TYLKO 2 DO KOŃCA? :( Leo taki kochany, poleciał z Anto do Argentyny jejku *o*
    Niech Cesc bedzie troche mniej psychiczny bo zaczynam sie bac tego co on moze zrobic :o
    Czekam nastepny <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny :D Leo taki kochany ♥ czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny *,*
    Leo romantyk ♥
    Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ZA KRÓTKI MOJA DROGA! Kocham Leonellę w twoim wykonaniu, a ty piszesz taki krótki rozdział :C ale najważniejsze, że pojawił się kolejny, który mi się BARDZO podoba ♥ szkoda mi tylko Leosia :( mój kochany <3
    I wgl. .. TYLKO 2?! Jaja sobie robisz?.. Nie może tak być ;/ pod następnym rozdziałem proszę o informację, że nie kończysz tego bloga, albo że po nim ponownie bierzesz się za Leonellę :3:3

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahahahahah, czo ten Fapsiu?! XDDD Psychol i niech się ie dziwi, że dostaje po głowie :D
    Zaraz
    Chwila
    Co
    Jakie dwa rozdziały?! Omg, umrę ;_;
    Swietnie wyszedł, za dużo się działo, hahah XDDD
    Czekam na kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Cesc jaki haha :D
    Anto i Leo naprawdę do siebie pasują, jak nikt inny <3
    Świetny rozdział! <3
    Czekam na kolejny :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Mhmm a ja lubie Fapsa :))
    Co za pani Maria hahahaha
    Najmniej tu lubie Anto bo taka niezdecydowana pinda XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty rozdział <3
    Brak mi słów na jego opisanie :( *o*
    Jestem pod wrażeniem :)
    Cesc jest psychiczny i wali wszystko prosto z mostu niczym się nie przejmuje xD
    Dobrze że Anto wywaliła Fabsa :D
    Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten rozdział jest po prostu zajebisty <3
    Co ten Cesc odwala? XD
    A Leo <3
    Kochany taki :3
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. CESCY :O
    rozdział świetny! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. 'Widzial ktos kiedys Messiego na wagarach'? HAHAHAHAHAHAHAHAHAH JA WIDZIALAM BO U MNIE JEST XD supcio mis ♥ tak zajebiscie mi sie go czytalo ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi tam taki Fapsiu jak najbardziej odpowiada <3
    Kurde no... Mimo wszystko żal mi Cesca.. ;_;
    No ale chyba cię coś boli jak tylko dwa rozdziały?! Nie no idę ryczec..
    Ale rozdział genialny aww
    Fapsiu najlepszy<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Cesc rozwala system xD
    oj, tylko dwa? ;( szkoda!
    czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezu, dziewczyno! Płakałam przez ciebie i jednocześnie się śmiałam :)) To najlepsza historia jaką kiedykolwiek czytałam i najlepsza twoja <3 Czekam na kontynuację <3 PS. Powinnaś zostać pisarką :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział, szkoda tylko Leo, bo tak fajnie się zaczynało wszystko układać, a tu Fabregas wszystko zepsuł -.- Szkoda, że jeszcze tylko 2 rozdziały, bo się wciągnęłam, super piszesz.

    OdpowiedzUsuń